Lekarze i pytania bez odpowiedzi
Następnego ranka Miles znalazł się w szpitalnym pokoju, otoczony troskliwymi profesjonalistami, którzy mówili do niego tym samym spokojnym głosem, którego nauczył się nienawidzić.
Przeprowadzili badania. Sprawdzili jego refleks. Zadawali mu pytania w tonie sugerującym, że niczego nie obiecują.
Nikt nie stanął i nie ogłosił cudu tak, jak w filmie.
Wręcz przeciwnie, wydawali się zdezorientowani.
Specjalista wskazał na obraz na ekranie i zmarszczył brwi.
Inny powoli pokręcił głową, jakby przyznawał się do czegoś, czego nie chciał przyznać.
„Są zmiany” – powiedział w końcu lekarz, dobierając słowa niczym kamienie milowe. „Małe zmiany. Nieoczekiwane zmiany”.
Miles wpatrywał się w nich, jego serce wciąż biło na wspomnienie poprzedniego dnia.
„A dlaczego?” zapytał.
Lekarz zmarł.
„Nie potrafimy tego w pełni wyjaśnić” – powiedział mężczyzna. „Czasami ciało znajduje nowe sposoby. To rzadkie. To… nieprzewidywalne”.
Miles skinął głową.
Zrozumiał, co naprawdę mówili.
Nauka nie lubiła określać czegokolwiek jako niemożliwego.
Ale nie lubiła też opisywać czegokolwiek jako tajemniczego.
Miles nie protestował.
Nie potrzebował żadnej wymyślnej etykiety.
Potrzebował tylko prawdy: jego życie się zmieniło.
Dotrzymywanie słowa
Tej nocy Lena wróciła do domu wyglądając, jakby spała pięć minut i płakała przez sześć godzin.
Nie wiedziała, jakim mężczyzną stał się Miles.
Wściekły człowiek?
Ten, który jest wdzięczny?
Ten, który obudzi się zawstydzony i będzie udawał, że nic się nie stało?
Miles poprosił go, aby usiadł z Owenem przy kuchennym stole.
Wsunął się ostrożnie do środka, zmieniając nieco postawę — nadal imponującą, ale już mniej surową.
Lena zaciskała dłonie na kolanach.
Owen wsunął stopy pod krzesło i z wyraźną ciekawością obserwował Milesa.
Miles odchrząknął.
„Wczoraj coś powiedziałem” – zaczął. „Złożyłem ofertę”.
Twarz Leny się napięła.
„Panie Miles, był pan zdenerwowany…”
„Naprawdę tak myślałem” – powiedział, delikatnie jej przerywając. „Ale nie w taki sposób”.
Spojrzał na Owena, potem na Lenę.
„Nie dam ci pieniędzy i nie odejdę” – powiedział Miles. „To nie jest pomoc. To po prostu uprzejmy dystans”.
Lena mrugnęła, zdezorientowana.
Miles kontynuował spokojnym głosem.
„Kupiłem ci dom” – powiedział po prostu. „Nie tutaj. Gdziekolwiek chcesz. Na twoje nazwisko. Prawdziwy dom”.
Oczy Leny natychmiast napełniły się łzami.
“Pan Miles…”
„A Owen” – dodał Miles, patrząc na chłopca – „pójdziesz do dowolnej szkoły, jaką zechcesz. Do każdej, która otwiera drzwi. Zajmę się tym”.
Owen był bez słowa.
Lena przyłożyła rękę do piersi, jakby nie mogła już oddychać.
Miles przełknął ślinę i powiedział najważniejszą część.
„Tworzę fundację” – powiedział. „Nie po to, żeby umieścić swoje nazwisko na tablicy. Nie dla rozgłosu. Dla rodzin, które toną tak jak ja i nie mają pieniędzy, żeby przeznaczyć je na rozwiązanie problemu”.
Spuścił wzrok na swoje dłonie.
„Nie wiem, co się wczoraj wydarzyło” – przyznał Miles. „Nie wiem, co przyniesie jutro. Ale wiem, jak się wtedy czułem”.
Spojrzał ponownie w górę, a jego oczy były wilgotne.
„Przypomniało mi to, że wciąż jestem człowiekiem” – powiedział. „A wy byliście jedynymi, którzy nie traktowali mnie jak nagłówka w gazecie”.
Sześć miesięcy później
Następnego dnia Miles nie obudził się, żeby pobiegać.
Rekonwalescencja nadal postępowała powoli. Terapia nadal była bolesna. Nogi nadal mu drżały. Niektórymi porankami czuł, że postępy to tylko iluzja.
Ale on kontynuował.
