Nie dlatego, że chciał zrobić na kimś wrażenie.
Ponieważ już czuł trawę pod kolanami i nie chciał zapomnieć tego uczucia.
Sześć miesięcy później, w słoneczną niedzielę, Miles spacerował po parku osiedlowym niedaleko jeziora.
Nie idealnie.
Lekko utykał i potrzebował regularnego rytmu.
Ale zadziałało.
Owen biegł przed nim śmiejąc się i kopiąc piłkę na trawie, jakby świat zawsze był dla niego łaskawy.
Lena siedziała na ławce, ze złożonymi rękami, wyglądając tak, jakby bała się, że najmniejsze mrugnięcie sprawi, że on zniknie.
Miles odbił piłkę – niezgrabnie i niedoskonale – a chłopiec cieszył się, jakby to był najwspanialszy gol w historii.
Miles uśmiechnął się, zaparło mu dech w piersiach, a oczy go piekły.
Nie czuł się już potężnym człowiekiem.
Czuł się szczęściarzem.
Czego nie można kupić za pieniądze
Tej nocy Miles przez długi czas przebywał boso w swoim ogrodzie, pozwalając chłodowi ziemi otulać swoją skórę.
Myślami wrócił do tego, kim kiedyś był.
Człowiek, który myślał, że kontrola oznacza bezpieczeństwo.
Człowiek, który myślał, że pieniądze mogą pokonać ból mięśni.
Zawsze szanował naukę. Zawsze szanował ekspertów, którzy ciężko pracowali, dzieląc się swoją wiedzą.
Ale teraz zaczął szanować coś jeszcze.
Dyskretna wiara.
Brzmi to jak wypowiedź sześciolatka rozmawiającego z Bogiem, jakby siedział tuż obok niego.
Miles spojrzał na gałęzie starego dębu, które delikatnie kołysały się na wietrze.
Powoli wypuścił powietrze.
Czasami życie nie zmienia się dlatego, że je wymuszamy.
Czasem wszystko się zmienia, bo mała dłoń spoczywa na twoim kolanie, prosta modlitwa wznosi się w powietrze, a twoje serce w końcu przypomina sobie, jak mieć nadzieję.
A czasami, gdy świat mówi „już nie”, wiara dziecka szepcze: „spróbuj jeszcze raz”.
