Upał
Wszystko zaczęło się od uczucia ciepła w miejscu, gdzie spoczywała dłoń Owena.
Nie pobudza wyobraźni.
Prawdziwe ciepło, które rozprzestrzenia się niczym mały puls.
Miles poczuł, że traci oddech.
Zacisnął palce na podłokietnikach, a żołądek zaczął mu się ściskać, bo nie chciał w to uwierzyć, ale też nie mógł zaprzeczyć temu, co czuł.
Gorąco narastało, rozprzestrzeniając się wzdłuż jego nogi niczym powolna fala.
Następnie poczułem dziwne mrowienie, jakby ktoś obudził się po zbyt długim śnie.
Miles wydał z siebie jęk, dźwięk, którego mimowolnie nie wydobył z siebie.
Jej plecy wygięły się lekko, jakby jej ciało reagowało przed umysłem.
„Auć…” zaczął, ale słowa załamały się.
Poczuł nagły, głęboki wstrząs elektryczny i krzyknął.
“Ach!”
Lena wbiega
Odgłos kroków rozbrzmiał od drzwi balkonowych na kamiennej ścieżce.
Pojawiła się Lena Brooks, zdyszana, wciąż trzymająca w jednej ręce ściereczkę do czyszczenia, jakby uciekła z pracy zaraz po tym, jak usłyszała hałas.
Jej twarz pobladła ze strachu, gdy zobaczyła swego syna klęczącego obok krzesła.
„Owen!” krzyknęła. „Odejdź od niego natychmiast!”
Lena rzuciła się naprzód i chwyciła swoje dziecko, jakby myślała, że dopuściło się czegoś niewybaczalnego.
„Bardzo mi przykro” – powiedziała drżącym głosem. „To dobry chłopak, on… nie chciał… proszę, nie gniewaj się. Wyjeżdżamy, wyjeżdżamy, proszę…”
Miles podniósł drżącą rękę.
„Nie rób tego” – powiedział cicho.
Lena zamarła.
Miles wpatrywał się w swoje stopy.
Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, jakby biegł.
Jego prawy duży palec u nogi poruszył się.
Niewiele.
Za mało, żeby zaimponować tłumowi.
Wystarczająco dużo, aby zmienić zasady całego swojego świata.
Miles zamarł, jakby bał się, że nawet oddychanie wszystko zniszczy.
Skupił się intensywnie, jakby próbował mówić przez zamknięte drzwi.
Wtedy poczuł drgnięcie lewej nogi.
Prawdziwy tik nerwowy.
Nagły wstrząs sprawił, że Lena zamarła, a oczy Owena rozszerzyły się.
Miles przełknął ślinę, a łzy napłynęły mu do oczu, zanim zdążył je powstrzymać.
„O mój Boże” – mruknął.
Lena zasłoniła usta.
Owen spojrzał na Milesa, jakby czekał na następną stronę opowieści.
„Panie Miles?” – zapytał ostrożnie chłopiec. „Zadziałało?”
Miles nie odpowiedział od razu.
Nie mógł.
Wpatrywał się w jej nogi, jakby ktoś obcy wypowiedział jej imię.
Na stojąco
Miles zacisnął dłonie na podłokietnikach, aż zbielały mu kostki.
Całe jego ciało drżało.
Lena podeszła instynktownie, wciąż przerażona, wciąż niepewna, czy zostanie zwolniona, czy zemdleje.
„Panie Miles” – powiedziała słabym głosem – „proszę nie próbować wstawać. Upadnie pan”.
„Pomóż mi” – powiedział Miles i zabrzmiało to jak wołanie o pomoc.
Lena zawahała się, ale stanęła obok niego.
Owen stał po drugiej stronie, mały i spokojny, jakby uważał, że jego obecność ma znaczenie.
Miles nacisnął mocniej ramionami.
Jej nogi drżały, słabe i niepewne, lecz nie poddały się od razu.
Po raz pierwszy od dwóch lat poczuł, że się starają.
Wstał powoli, drżąc, wszystkie jego mięśnie były napięte.
Wyprostował go.
Nie na długo.
Trzy sekundy, może.
Wtedy jego kolana się ugięły i upadł na trawę, lądując tak mocno, że wydał z siebie jęk.
Ale to go nie obchodziło.
Ponieważ był na ziemi.
Ponieważ jej kolana czuły zimny nacisk ziemi.
Owionął go zapach trawy, a był to najsłodszy zapach, jaki czuł od lat.
Miles chwycił Owena i mocno go przytulił, nagłym, niekontrolowanym gestem, chowając twarz we włosach chłopca, jakby kurczowo trzymał się życia.
Śmiał się i płakał jednocześnie, głośno i rozdzierająco.
„Czuję to” – powiedział Miles łamiącym się głosem. „Czuję zapach trawy”.
Lena osunęła się na kolana, drżąc, a łzy spływały jej po twarzy, gdy mamrotała modlitwy, których nie planowała wypowiadać na głos.
Owen odwzajemnił jej uścisk, jakby było to najnormalniejszą rzeczą na świecie.
„Mówiłem ci, że Bóg potrafi wszystko naprawić” – mruknął chłopiec niemal cicho.
Miles mocno zamknął oczy.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie miał ochoty krzyczeć w stronę nieba.
Chciał mu podziękować.
