W powietrzu szpitalnej sali unosił się metaliczny zapach krwi i środków dezynfekujących.
Valentina Rodriguez pocałowała swojego nowonarodzonego syna, Leo; jego małe serduszko biło miarowo pod białym kocykiem.
Reklama. Jej ręce drżały – nie ze słabości, ale z niedowierzania.
U stóp jej łóżka, w najszczęśliwszym dniu jej życia, stały cztery osoby, które zamieniły jej świat w koszmar: jej mąż, Christopher, jej rodzice, Margaret i William, oraz ta trzecia kobieta – Jessica.
Jessica ubrała się jak na koktajl, a nie do szpitala. Jej diamentowe kolczyki lśniły w świetle jarzeniówek, a jej uśmiech był słodki i zwodniczy. Obrączka ślubna Valentiny lśniła na jej palcu.
Reklama. Głos Margaret przerwał ciszę.
„Podpis” – syknął i rzucił sobie na kolana plik papierów. „Już wystarczająco dużo zabrałeś naszej rodzinie”.
Christopher nic nie powiedział. Nie odważył się nawet na niego spojrzeć.
Walentyna spojrzała na papiery rozwodowe, a potem na płaczące dziecko.
Jego puls dudnił jej w uszach. „Co się stało?” – zapytał drżącym głosem.
