Siostra nie odzywała się do mnie osiem lat. W sobotę zadzwoniła jak gdyby nigdy nic i poprosiła o pieniądze na operację

“Przykro mi, ale nie mogę ci pomóc.”

Cisza. Długa, gęsta, taka, w której słychać oddech drugiej osoby i szum własnej krwi w uszach.

A potem Jolanta powiedziała to zdanie. Powoli, wyraźnie, jakby je ćwiczyła.

“Wiesz co, tata miał rację. Zawsze mówił, że z ciebie jest zimna kobieta bez serca. I miał rację.”

Tata nigdy tak nie mówił. Wiem to. Byłam przy nim codziennie przez dwa lata. Znałam każde jego słowo, każdy grymas bólu, każdy uśmiech, kiedy przynosiłam mu herbatę z cytryną, taką jak lubił. Tata nigdy by tak nie powiedział.

Ale Jolanta wiedziała, gdzie uderzyć. Wiedziała, że właśnie to zdanie – z tatą w roli głównej – będzie jak nóż między żebra. Bo tata nie żyje i nie może zaprzeczyć. Bo zawsze będę miała tę kroplę wątpliwości: a może kiedyś, dawno temu, przy Jolancie, powiedział coś takiego?

Rozłączyłam się. Usiadłam na podłodze. Ścierka w jednej ręce, telefon w drugiej. Mirek przyszedł z pokoju, zobaczył mnie i bez słowa usiadł obok. Nie pytał. Po trzydziestu latach wie, kiedy pytać, a kiedy po prostu być.