Siedziałam tak chyba z dwadzieścia minut. Myślałam o tacie, o mamie, o Joli z tamtego pokoju na osiedlu, tej małej Joli, która obiecywała mi wspólny dom. Myślałam o tym, że osiem lat milczenia bolało, ale przynajmniej było czyste. Cisza jest uczciwa. Mówi: nie chcę cię znać. Ale to zdanie – to zdanie było brudne. Wzięła człowieka, którego obydwie kochałyśmy, i zrobiła z niego broń.
Nie oddzwoniłam. Nie wiem, czy kiedykolwiek oddzwonię.
Wiem tylko, że w niedzielę, kiedy wnuczka Hania weszła do kuchni i powiedziała: “Babciu, zrobisz naleśniki?” – poczułam coś, czego Jolanta pewnie nawet sobie nie wyobraża. Poczułam, że mam dom, który nikt mi nie musi przepisywać. I że tata by się uśmiechnął.
Nie dlatego, że miał rację. Dlatego, że wiedziałby, że go nie zawiodłam.
