A może on wciąż tam jest, tylko teraz ma żonę, kredyt i strach, że nie da rady. Może nie chciał mnie okraść – może po prostu nie umiał powiedzieć: mamo, nie stać mnie, potrzebuję jeszcze czasu. Może łatwiej było ukraść kartkę niż przyznać się do bezradności.
Nie wiem. Nie jestem pewna, czy chcę wiedzieć.
Zadzwoniłam do niego po dwóch tygodniach ciszy.
– Damian, nie chcę iść do sądu – powiedziałam. – Nie chcę prawników. Ale chcę, żebyś wiedział, że ja wiem.
Milczał.
– Wiem, że to była pożyczka. Wiem, że oboje podpisaliśmy kartkę. I wiem, że ta kartka nie wyprowadzała się sama z szuflady.
Usłyszałam jego oddech. Ciężki, nierówny.
– Mamo…
– Nie mów teraz nic. Nie dzisiaj. Pomyśl. I jak będziesz gotowy rozmawiać uczciwie, to zadzwoń.
Rozłączyłam się.
To było dwa miesiące temu. Damian nie zadzwonił. Paulina przysłała SMS-a na Dzień Matki – życzenia skopiowane z internetu, nawet nie zmieniła imienia z szablonu. Stało tam “Droga Mamo” bez wykrzyknika, bez serca, bez niczego.
