Czterdzieści tysięcy złotych. Mogłabym za to wymienić okna, na które czekam od trzech lat. Mogłabym pojechać do sanatorium, bo kolano coraz gorzej znosi schody na trzecie piętro. Mogłabym odłożyć na pogrzeb, żeby Damian nie musiał się martwić.
Jadwiga mówi, że jeszcze zadzwoni. Że życie go nauczy. Że pewnego dnia przyjdzie z podkulonym ogonem i powie: mamo, przepraszam. Może ma rację. Jadwiga zwykle ma rację w sprawach, w których ja mam tylko nadzieję.
Ale jest jedno, czego nie da się odkupić za czterdzieści tysięcy, za żadne pieniądze. To chwila, kiedy patrzysz na pustą szufladę i rozumiesz, że twoje dziecko zabrało z niej nie tylko kartkę.
