Pożyczyłam synowi 40 tysięcy na remont mieszkania. Spisałam wszystko na kartce, podpisał bez słowa. Kiedy po roku poprosiłam o zwrot, kartka zniknęła z szuflady

– Jakich pieniądzach?

Zamarłam z wazą w rękach.

– O czterdziestu tysiącach. Na remont.

Wtedy spojrzał na mnie. Spokojnie, z lekkim zdziwieniem, jakbym powiedziała coś absurdalnego.

– Mamo, przecież to była pomoc, a nie pożyczka. Rodzina sobie pomaga.

Paulina podniosła wzrok znad telefonu. Nic nie powiedziała, ale widziałam kącik jej ust – drobny, ledwo zauważalny uśmiech. Taki, który trwa ułamek sekundy, ale zostaje w pamięci na zawsze.

– Damian, spisaliśmy to na kartce – powiedziałam powoli, mierząc każde słowo. – Oboje podpisaliśmy.

– Na jakiej kartce? – Wzruszył ramionami. – Nie pamiętam żadnej kartki.

Tego wieczoru, kiedy wyszli, od razu poszłam do sekretarzyka. Szuflada otworzyła się jak zawsze, z tym samym lekkim oporem, który znałam od trzydziestu lat. Rachunki za prąd. Stare kartki pocztowe od siostry z Zakopanego. Gwarancja na czajnik. Wszystko było na miejscu.

Wszystko oprócz jednej kartki.