We trójkę weszli do domu. Światła w salonie były zapalone. Sharon nie udała się do swojego apartamentu gościnnego, jak zwykle. Podeszła prosto do głównej sofy i usiadła, wyprostowana niczym królowa gotowa przewodniczyć rozprawie. Z hukiem upuściła na stół swoją drogą torebkę.
Michael stał obok matki ze skrzyżowanymi ramionami i patrzył na Khloe. Khloe pozostała na środku pokoju, wciąż ściskając teczkę. Czuła się jak oskarżona.
Konfrontacja
Sharon przemówiła pierwsza. Jej głos nie był już przesiąknięty fałszywą uprzejmością.
„To kompletne szaleństwo dawać tak drogą zabawkę dziecku, które nic o niej nie wie”.
Ta obraza trafiła Khloe prosto w serce.
