Miałam zaledwie sześć lat, gdy moje życie zmieniło się na zawsze. W ciągu kilku godzin straciłam rodziców, a wraz z nimi wszelką pewność siebie. Dom wypełniły szepty dorosłych, zaniepokojone spojrzenia i słowo, które przeszyło mnie dreszczem: opieka zastępcza. Byłam przekonana, że wyrwą mnie ze wszystkiego, co mi pozostało.
Wtedy do salonu wszedł mój dziadek, zgarbiony, ale mówiący stanowczym głosem, i wypowiedział zdanie, które wszystko zmieniło:
„Ona idzie ze mną”.
Dorastanie z małym, ale ze wszystkim, co niezbędne

Nie mieliśmy wiele, to prawda. Żadnych dalekich wakacji, żadnych markowych ubrań, żadnych niespodziewanych prezentów. Na każdą, nawet nieco kosztowną prośbę, niezmiennie padała odpowiedź:
„Nie stać nas, moja droga”.
