Dzień, w którym zwykły przedmiot stał się czymś niezwykłym.
Mój czteroletni syn zniknął w zatłoczonym centrum handlowym. Policja szukała wszędzie, ale nigdzie go nie było.
Dwie pełne cierpienia godziny później pojawiła się kobieta trzymająca go na rękach.
Rozpłakałam się. Uśmiechnęła się delikatnie, wcisnęła mi spinkę do włosów w dłoń i wyszeptała:
“Pewnego dnia będzie ci to potrzebne.” Odłożyłem to na bok, nie poświęcając temu wiele uwagi.

Trzy tygodnie później serce mi zamarło. Ta sama spinka leżała na blacie kuchennym – mimo że poprzedniego wieczoru zamknęłam ją w szufladzie.
Próbowałam zrzucić winę na stres lub zaniki pamięci, ale coś w tej przypince wydawało mi się… celowe.
