Telefon od Zbyszka wyświetlił się na ekranie w najgorszym możliwym momencie – kiedy jeszcze nie zdążyłam zdjąć płaszcza po powrocie z zakładu pogrzebowego.
Palce miałam zdrętwiałe od zimna, bo grudzień tego roku nie oszczędzał nikogo. Odebrałam, bo zawsze odbierałam. Nawet wtedy, gdy nie powinnam.
– Cześć, Renata. Słuchaj, kiedy otwieramy testament?
Żadnego “jak się czujesz”. Żadnego “przepraszam, że mnie nie było”. Mama nie żyła od trzech dni, a mój starszy brat dzwonił w sprawie papierów.
