To był czuły portret dwóch małych dziewczynek, ale wstążka na ich nadgarstkach ujawniała mroczną prawdę. Wstążka i kłamstwo: Odkrywanie mrocznej prawdy z Instytutu Milbrook. Popołudniowe światło wpadało przez zakurzone okna strychu zmarłej babci Amandy w Bostonie, rzucając długie cienie na dekady nagromadzonych wspomnień. Pod ścianami stały rzędy pudeł, każde niczym kapsuła czasu, gotowe do otwarcia. Amanda odkładała to przez trzy miesiące, odkąd jej babcia Dorothy zmarła w wieku 94 lat. Ale dziś w końcu zebrała się na odwagę. Dorothy była pielęgniarką, kobietą małomówną, ale pełną głębokiego współczucia. Rzadko mówiła o początkach swojej kariery, zbywając pytania łagodnym uśmiechem i zmianą tematu. „Niektóre historie nie należą do mnie” – mawiała często, a jej wzrok błądził w dal. Amanda otworzyła skórzany kufer ukryty pod starymi kocami. Wewnątrz znalazła stosy sepiowych fotografii o brzegach nadgryzionych zębem czasu. Większość zdjęć przedstawiała grupy pielęgniarek w śnieżnobiałych uniformach pozujących przed imponującym ceglanym budynkiem. Budynek wydawał się instytucjonalny, surowy, z kratami w górnych oknach, które mimowolnie przyprawiały Amandę o dreszcz. Przeglądając zdjęcia, ze starej gazety wypadło zdjęcie i upadło twarzą w dół na parkiet. Amanda ostrożnie je podniosła, a jej dziennikarski instynkt natychmiast się obudził. Dwie małe dziewczynki, może dwunasto- lub trzynastoletnie, siedziały sztywno na drewnianych krzesłach. Ich ciemne sukienki, zapięte pod samą szyję, były identyczne. Na ich twarzach malował się wyraz, którego Amanda nie potrafiła do końca zdefiniować. Nie był to smutek… ale raczej brak emocji, coś zbyt spokojnego, zbyt niezwykłego dla dzieci. Najbardziej zaintrygowały ją białe koronkowe wstążki zawiązane wokół ich nadgarstków: delikatne, ozdobne, niemal niepasujące do surowości ich ubrań. Coś w tym zdjęciu brzmiało fałszywie. Amanda odwróciła fotografię. Wyblakłym atramentem ktoś napisał: „Instytut dla Zdeprawowanych Dziewcząt w Milbrook, Massachusetts, 1878. Niech Bóg nam wybaczy”. To zdanie przeszyło ją gęsią skórkę. Nie „Niech Bóg je błogosławi” ani „W kochającej pamięci”, ale „wybacz nam”. Amanda podniosła zdjęcie pod światło, żeby przyjrzeć mu się bliżej. Wstążki wyglądały na ciasne – może za ciasne – a tuż pod nimi, ledwo widoczna na starym zdjęciu, skóra wydawała się odbarwiona, ciemniejsza niż powinna. Jej babcia zachowała to zdjęcie z jakiegoś powodu. A ten powód, Amanda wyczuła, leżał pogrzebany pod prawdą, którą ktoś chciał ukryć przez bardzo długi czas. Sięgnęła po laptopa. Śledztwo dopiero się zaczynało.👇 Przeczytaj całą historię, klikając na niebieski link poniżej.

„Modelowy” instytut… przynajmniej na papierze

Z wykształcenia dziennikarka, Amanda wkracza w tryb śledztwa. W archiwach odnajduje ślad Instytutu Milbrook: instytucji, której celem było „korygowanie” młodych dziewcząt uznanych za zbyt niezależne, zbyt buntownicze lub po prostu destrukcyjne dla swoich rodzin.

Oficjalne dokumenty wspominają o „korekcie moralnej” i „szkoleniu domowym”. Za tymi uprzejmymi określeniami Amanda wyczuwa bardzo surowe metody, typowe dla epoki: surową dyscyplinę, izolację i bezwzględne posłuszeństwo.
Artykuł z 1923 roku wspomina o zamknięciu instytutu „w atmosferze kontrowersji”, nie podając żadnych szczegółów. Wszystko wydaje się być nastawione na bagatelizowanie tego, co się tam faktycznie działo.

Ujawnienie zeznań, które przez 60 lat były tajne

Przeszukując rzeczy Dorothy, Amanda znajduje małe drewniane pudełko i kasetę magnetofonową z napisem: „Margaret, październik 1967”. Słuchając jej, czuje, jak jej szyja drży.

Margaret Chen, była pielęgniarka w Milbrook, zwierza się w swojej książce z tego, czego nigdy nie mogła powiedzieć publicznie:

  • młode dziewczyny wysyłane tam z błahych powodów,
  • dyscyplina doprowadzona do granic możliwości,
  • Rodzinom wysyłano „piękne zdjęcia”, aby je uspokoić, lecz w rzeczywistości służyły one do ukrycia złego traktowania.

Wstążki na nadgarstkach? To już nie tylko dodatki. Stały się symbolem rzeczywistości, którą ludzie próbowali ukryć za ładnymi kokardkami. Dorothy, babcia Amandy, znała Margaret. Dotrzymała tej historii jak obietnicy: pewnego dnia ktoś będzie musiał ją ujawnić.