Podczas pogrzebu na trumnie dziewczynki ląduje kruk

I wtedy, gdy ksiądz przerwał, by zaczerpnąć oddechu, wydarzyło się coś, czego nikt nigdy nie zapomni.
Z niewidocznego miejsca kruk – ciemny, ogromny i dziwnie uroczysty – wleciał przez otwarte drzwi kościoła. Jego nagła obecność zaskoczyła kilka osób, ale nikt nie krzyknął ani się nie poruszył. Zamiast tego ptak szybował powoli, z rozmysłem, aż delikatnie wylądował na samym brzegu trumny Emily.
Wśród żałobników rozległy się westchnienia. „Wrona w kościele?” – wyszeptał ktoś łamiącym się głosem. Inni szeptali o znakach, wypadkach i przesądach, ale cisza, która zapadła, sugerowała, że ​​wszyscy wyczuwali coś głębszego.
Podczas pogrzebu kruk usiadł na trumnie dziewczynki – to, co wydarzyło się później, było niewiarygodne – YouTube

Ptak nie krakał, nie drgnął. Jego oczy, czarne, a jednak lśniące, jakby odbijały niewidzialne światło, zlustrowały tłum, zanim skierowały się ku małej trumnie. Powoli, niemal z nabożnym szacunkiem, opuścił głowę, aż dziób dotknął wypolerowanego drewna. Dla obserwatorów wyglądało to bez wątpienia jak ukłon – gest szacunku.
Wszystkie szepty ucichły. Cały kościół zdawał się wstrzymać oddech. Nawet ksiądz, wciąż z otwartą książką w dłoniach, mógł tylko patrzeć.
Minęły chwile, choć nikt nie potrafił stwierdzić, czy to sekundy, czy minuty. W końcu wrona uniosła głowę, rozpostarła szeroko skrzydła i wzbiła się w powietrze. Bezszelestnie wzbiła się w górę przez otwarte drzwi i zniknęła w bladym porannym niebie.
Starsi członkowie zgromadzenia wymienili znaczące spojrzenia. Przypomnieli sobie stare opowieści – że kruki były związane ze światem duchów, były strażnikami i posłańcami dusz, które przeszły na tamtą stronę. Niektórzy twierdzili, że prowadziły zmarłych ku pokojowi. Inni wierzyli, że niosły ostatnie słowa pożegnania.