Po śmierci męża okazało się, że miał drugie konto, o którym nie wiedziałam. Nie chodziło nawet o pieniądze. Chodziło o przelewy: co miesiąc, od piętnastu lat, ta sama kwota, na to samo nazwisko

– Przed swoim bólem.

Przez kolejne dwa tygodnie wahałam się, czy szukać tej Katarzyny. Czy pisać, dzwonić, wyjaśniać. W końcu zdecydowałam, że nie. Bogdan chciał, żeby to było anonimowe. Nie robił tego dla wdzięczności ani dla rozgrzeszenia. Robił to, bo inaczej nie umiał.

Zamknęłam konto. Ostatni wyciąg schowałam do tej samej szuflady, z której wyjęłam teczkę. Czasem wieczorem otwieram ją i patrzę na te cyfry. Czterysta złotych. Co miesiąc. Piętnaście lat.

Nie złoszczę się już. Tęsknię. Za mężem, którego znałam, i za tym, którego nie znałam. Bo okazało się, że to był ten sam człowiek – tylko cierpiał po cichu, jak wielu mężczyzn jego pokolenia. Nie nauczono ich mówić o bólu. Nauczono ich, że ból się znosi.

Trzydzieści pięć lat razem. I jedno nazwisko, które usłyszałam za późno, żeby o nie zapytać.