Testament Don Ricarda rzeczywiście został zmieniony, ale nie w sposób, którego obawiała się Sofía. Utworzono fundusz powierniczy, którego głównym beneficjentem i właścicielem imperium został Alejandro, ale z surowymi klauzulami zobowiązującymi go do poszanowania wartości uczciwości i odpowiedzialności społecznej, tak bliskich Don Ricardowi.
Znaczną część majątku przekazano na cele charytatywne, m.in. na sierociniec, który odwiedził Alejandro.
Sofia ze swojej strony próbowała pozwać Alejandro o „szkody moralne”, a Dona Ricardo o „zniesławienie”, ale jej próby zostały odrzucone przez sędziów.
Jej reputacja w wyższych sferach legła w gruzach i została sama, bez upragnionego majątku. Karma, jak mawiają, ma swój własny sposób na ściąganie długów.
Pod okiem ojca Alejandro poświęcił się poznawaniu każdego szczegółu biznesu, w tym także odpowiedzialności, jaka wiązała się z rolą dziedzica imperium.
Stał się uczciwym, szanującym innych i hojnym biznesmenem, zyskując szacunek pracowników i społeczności. Choć doświadczenie związane z Coca-Colą było upokarzające i bolesne, stało się katalizatorem jego transformacji, ucząc go, że prawdziwy luksus tkwi nie w bogactwie materialnym, lecz w uczciwości i dobroci serca.
Widząc, jak jego syn z honorem przejmuje należną mu rolę, Don Ricardo w końcu odnalazł spokój.
