Lena – jego była asystentka.
Kobieta, z którą przeżył krótki, kruchy romans w najbardziej stresujących miesiącach skomplikowanej ciąży Emily. Trzy noce słabości. Trzy noce, których potem żałował każdego dnia.
Nie wiedział, że ona jest w ciąży.
Nie wiedział, że nosiła w sobie nie jedno, ale dwójkę dzieci.
Chłopcy spod znaku Bliźniąt.
Jego chłopcy.
Punkt krytyczny ojca
„Tato… dlaczego płaczesz?” wyszeptał Caleb, szarpiąc go za rękaw.
Mark nie zauważył łez. Napłynęły szybciej, gdy zmusił się do spojrzenia chłopcom w oczy – te znajome oczy, które kiedyś należały tylko do niego i Caleba.
„Czy twoja mama kiedykolwiek mówiła o twoim tacie?” zapytał Mark.
Milo i jego brat wymienili spojrzenia — ciężkie, wzajemne spojrzenie.
„Powiedziała, że nasz tata jest bogaty” – mruknął Milo. „Że ma kolejne dziecko. Że mieszka w dużym domu”.
„Powiedziała, że nigdy po nas nie przyjdzie” – dodał cicho drugi chłopiec. „Że dla niego nie istniejemy”.
Każde słowo rozdzierało coś w Marku.
Niezależnie od tego, czy wiedział, czy nie… rezultat był ten sam.
Ci chłopcy dorastali w trudnych czasach, podczas gdy on mieszkał w domu z podgrzewaną podłogą i osobistym szefem kuchni.
„Jak masz na imię?” Mark szepnął do drugiego chłopca.
„Dylan.”
Milo i Dylan.
Mark uklęknął przed nimi, nie przejmując się tym, że jego szyty na miarę garnitur ocierał się o brudny chodnik.
„Jestem twoim ojcem” – powiedział łamiącym się głosem. „Nazywam się Mark Halston. I bardzo, bardzo mi przykro”.
Chłopcy patrzyli na niego z otępieniem i konsternacją. Jakby słowo „ojciec” było dla nich zbyt obce, by je zrozumieć.
„Zabierasz nas ze sobą?” – zapytał w końcu Milo.
Mark skinął głową, nie mogąc wydobyć głosu.
„Nakarmisz nas?” – wyszeptał Dylan.
„Tak” – wyszeptał Mark. „Każdego dnia”.
