Wejście Eleonory
Atmosfera się uspokoiła. Gdy tylko Sharon ucichła, Khloe została sama, zagrożona rozwodem przez męża i wyrzucona z domu przez teściową – wszystko w noc swoich urodzin.
„Wynocha!” krzyk Sharon odbił się echem w nagle ucichłym salonie.
W uszach Khloe dzwoniło. Stała oszołomiona, patrząc na dwie osoby, które do tej pory były jej najbliższe w życiu: mężczyznę, który groził jej rozwodem, i kobietę wyrzucającą ją z domu.
Khloe poczuła, jak coś zimnego i twardego ogarnia jej serce, zastępując ostry ból, który ją wcześniej ogarnął. Nawet nie płakała. Spojrzała tylko na Michaela, a potem na Sharon i po raz pierwszy zobaczyła ich takimi, jakimi naprawdę byli.
Byli dwojgiem chciwych ludzi, którzy właśnie zobaczyli, jak ich źródło dochodu zostało upokorzone przez znacznie większe źródło, a teraz postrzegali Khloe jako zagrożenie, które należało wyeliminować. Groźba rozwodu i eksmisji była ich bronią, by odzyskać kontrolę.
Khloe miała już otwierać usta, nie wiedząc, co powiedzieć. Może zgodzi się odejść. Może stanie z nimi twarzą w twarz. Nie wiedziała.
Zanim jednak zdążyła wypowiedzieć choć jedno słowo, dźwięk przekręcanego klucza w zamku drzwi wejściowych przełamał napięcie. Dźwięk był cichy, ale w tej napiętej ciszy brzmiał jak trzask wystrzału z pistoletu.
Trzask.
Ciężkie drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem. Michael i Sharon byli zaskoczeni. Spodziewali się, że Khloe wyjdzie tymi drzwiami, a nie że ktoś wejdzie.
Eleanor stała na progu. Za nią stali dwaj krzepcy mężczyźni w czarnych garniturach. Ich twarze były pozbawione wyrazu.
zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Eleanor nie wyglądała na złą. Wyglądała na spokojną, a ten spokój wydawał się o wiele bardziej przerażający niż czyjś gniew w tym pokoju. Weszła. Jej stopy nie wydawały żadnego dźwięku na marmurowej posadzce.
„Babciu” – głos Khloe zadrżał. To były pierwsze słowa, jakie wypowiedziała od czasu, gdy rzucono groźby.
Sharon, zaskoczona, że drzwi otworzył ktoś inny, szybko otrząsnęła się, a zaskoczenie zastąpiła nowa fala gniewu. To była jej scena, a Eleanor jej przerywała.
„Nie mieszaj się do tego, proszę pani” – krzyknęła Sharon, czując, że jej autorytet jako pani domu jest zagrożony. „Karzę tę bezwstydną synową. Śmie się pyskować mężowi i teściowej”.
Sharon ruszyła w stronę Khloe, próbując złapać synową za ramię. „I wyrzucam ją z domu mojego syna”.
Eleanor uniosła rękę. To był drobny gest, tylko wyciągnięta dłoń, ale wystarczyło, żeby Sharon się zatrzymała.
„Dyscyplinowanie” – powtórzyła Eleanor cicho, ale ostro. „Wykopywanie jej”.
Eleanor zaśmiała się cicho, sucho i bez humoru. „Sharon, nie możesz wyrzucić właścicielki z jej własnego domu”.
To stwierdzenie zawisło w powietrzu.
Sharon zmarszczyła brwi, zdezorientowana. „O czym ty mówisz, zniedołężniała staruszko? Oczywiście, że ten dom należy do mojego syna. Michael go kupił.”
Michael, który milczał przez cały ten czas, zaczął się pocić. Spojrzał na matkę, na Eleanor i na Khloe. Wiedział dokładnie, co Eleanor zaraz powie. Jego twarz pobladła.
„Babciu, proszę” – wyszeptał Michael, ale Eleanor nie zwracała na niego uwagi. Jej wzrok był utkwiony w Sharon.
