Deszcz lał strumieniami, zmieniając drogi w rzekach, a niebo w szarą mgłę.
Mój stary dom rzeszczał pod ciężkimem burzy, wiatr rzeszczał w oknach i wył między drzewami jak pogrążony w żałobie ducha. Siedziałem samotnie przy kominku, z palmami owiniętymi wokół kubka herbaty z miodem, odłączonego ciepłu przeniknąć do moich kości.
Dwanaście lat temu mój mąż Tom i nasza córka Emily zniknęły. Bez uwagi, bez pożegnania – po prostu zniknęli. Policja nazwała to porzuceniem.
Nigdy w nie wierzyłem. Od tamtej pory prądu, który jest obecny w ciszy, jest za towarzyszący tylko mojemu staremu golden retrievera, Lucky’ego, który pozostał przy mnie.
Tej nocy Lucky nie chciał się spożywać. Chodził tam iz powrotem, z nastawionymi uszami i warczał głośno. Kiedy pobiegł do drzwi, poszedł za nim, zapominając o burzy.
Tylko do zobrazowania.
